prasa   33

Prasa umiera czy się zmienia? | AK74 - Artur Kurasiński blog (cc) 2007-2010
Temat coraz bardziej na czasie. Wydawcy nie umieją znaleźć nowego sposobu na odpływ czytelników, branża interaktywna robi sobie jaja z wydawców, Apple straszy iPadem, Google skanuje książki a szczytem czytelnictwa są nakłady pism w okolicach 300-400 tys sprzedanych (nie rozdanych) egzemplarzy…

O pomoc na spojrzenie na problematykę “papier vs cyfrowy świat” poprosiłem Piotra “Mikołaja” Mikołajskiego wydawcę serwisów tematycznych, specjalistę ds. architektury informacji i dostępności serwisów internetowych.

AK74 – Piotrze jakbyś określił stan prasy światowej vs to co widzimy w Polsce? Będzie to samo co z resztą gospodarki – zostaniemy zieloną wyspą czy podążymy za trendem spadkowym?

Piotr Mikołajski – prasa światowa ma się całkiem dobrze, wbrew temu co się mówi. Danych za rok 2010 jeszcze nie ma, ale Światowe Stowarzyszenie Gazet i Wydawców Treści (WAN-IFRA) w raporcie za rok 2009 informuje, że globalna sprzedaż spadła jedynie o 0,8%, zaś liczba tytułów wzrosła o 1,7%. Biorąc pod uwagę kryzys finansowy, to nie jest zły wynik. Zresztą w porównaniu do roku 2004 globalna sprzedaż prasy była wyższa o 5,7%.

Spadki, o których wspominasz, to domena dojrzałych rynków w Europie i Ameryce Północnej. Jesteśmy zapatrzeni w „Zachód”, więc mówiąc o kondycji prasy światowej zapominamy, że świat to także Afryka i Azja, gdzie mieszka większość czytelników prasy, gdzie jest największa liczba dzienników i gdzie prasa notuje wzrosty sprzedaży.

Pytasz o przyszłość rynku prasy w Polsce. Najbezpieczniej obstawiać lekki spadek sprzedaży, bo to najbardziej prawdopodobny bieg wydarzeń. Trzeba jednak pamiętać, że na sprzedaż tytułu wpływ ma bardzo wiele zmiennych, z których część nie jest możliwa do przewidzenia. Weźmy pod uwagę choćby niedawną zmianę na stanowisku redaktora naczelnego „Wprost”. Zaowocowała decyzjami, których efektem są znaczne wzrosty sprzedaży. Co prawda konkurencja ma pewne wątpliwości co do prezentowanych danych, ale jej prawem jest sprawdzać deklaracje.

Mianowanie Tomasza Lisa naczelnym tygodnika „Wprost” było ruchem ryzykownym, podobnie jak gruntowne zmiany w piśmie. Z drugiej strony tytuł tracił czytelników, dorobił się fatalnej łatki pisma partyjnego, a próby reform i rozwoju przez wydawanie „Wprost Light” były porażką. Pod koniec 2009 roku niewiele osób dawało „Wprost” szanse na przetrwanie kolejnego roku, a o wzroście sprzedaży mówili tylko fantaści. Dziś wszyscy mówią o sukcesie Lisa, a „Press” umieścił reanimację tytułu w ankiecie na najważniejsze wydarzenie 2010 roku na rynku mediów.

AK74 – W Newsweeku Grzegorz Lindenberg opublikował swój artykuł o dość znaczącym tytule: „Agonia prasy. Dlaczego prasa drukowana musi umrzeć i jak może zmartwywstać.”. Dość ponury tytuł jak na speca branżowego i osobę znającą ten biznes od podszewki. Zgodzisz się z tezami tego artykułu?

PM – Czytałem ten tekst z bardzo mieszanymi uczuciami. Z jednej strony Grzegorz Lindenberg jest autorem sukcesu „Super Expressu”, fachowcem znającym branżę gazet papierowych. Z drugiej strony – mam wrażenie, że GL nie do końca umie się odnaleźć w Sieci. Mogłaby świadczyć o tym porażka serwisu Poranne.pl, który miał zamieszczać dobre wiadomości. Projekt wystartował w kwietniu 2007 i został zamknięty po pół roku, bo oglądalność sięgała 200-300 wizyt dziennie i nie miała tendencji zwyżkowej.

Artykuł Lindenberga, mimo wielości poruszanych tematów, tak naprawdę jest o niczym. Jedyną spójną tezą dającą się z niego odczytać jest „prasa nie żyje”. Tyle że lamentacje opisujące koniec prasy czytam od kilku lat. Powtarzają się w nich te same wizje, te same argumenty i tylko data zgonu jest przesuwana. Jak na trupa, prasa jest dość żywotna.

Owszem, mamy nadmiar informacji, ale wynika to z łatwości publikowania. Nie potrzeba tysięcy na druk biuletynu czy milionów na gazetę. Wystarczy adres e-mail i po kwadransie masz swój kącik na jednej z platform blogowych. Publikujesz. Tyle że to nie jest prasa…

Tak samo prasą nie są serwisy internetowe. Prasa, czy to dzienniki, czy czasopisma, to zamknięte wydania. Niezależnie od tego, czy wydane są na papierze, czy są plikiem do pobrania, to poszczególne numery są zamkniętą całością. W serwisach internetowych z zasady nie wyodrębnia się wydań. Oczywiście od strony technicznej da się stworzyć taki serwis, który będzie miał zamknięte wydania. W takim wypadku będzie można mówić o prasie elektronicznej czy internetowej. Podobnie mówienie o tym, że „tablet umożliwia powstanie prawdziwych pism internetowych” jest mieszaniem pojęć.

AK74 – Jeśli faktycznie zalew „darmowej” informacji z Internetu zabija prasę drukowaną i gazety przy życiu trzymają się tylko dzięki sile przyzwyczajenia to chyba dobry sygnał dla portali i wydawnictw elektronicznych?

PM – Przede wszystkim nie zgadzam się z mówieniem o „zabijaniu”, bo to wyolbrzymienie. Nie bardzo mogę się też zgodzić z tezą, że przyczyną problemów prasy jest zalew darmowej informacji. Spadek czytelnictwa zawdzięczamy bardzo wielu czynnikom, od ubożenia społeczeństwa, przez ekspansję kultury obrazkowej aż do zmiany stylu przyswajania informacji.

Oczywiście dla portali i wydawnictw elektronicznych problemy prasy to może być dobra informacja. Znika im konkurencja. Problemy prasy mogą być dobrą informacją, ale wcale nie muszą. Trzeba bowiem pamiętać, że część portali i wydawnictw elektronicznych bazuje na informacjach prasowych i bez prasy musiałoby zdobyć bądź opracować te informacje we własnym zakresie.

Zresztą zależności nie sprowadzają się do zysk/strata. Jeden z moich projektów to serwis modelarski Plastikowe.pl, którego czytelnictwo jest większe, niż łączna sprzedaż tradycyjnych pism modelarskich. Dostarczam więcej informacji i dostarczam je szybciej od „papieru”. Mimo to staram się wspierać tytuły papierowe, regularnie informując o zawartości nowych numerów, bo większa różnorodność na rynku specjalistycznym to korzyść dla odbiorców. Poza tym nic tak nie mobilizuje do rozwoju serwisu, jak konkurencja.

AK74 – Linderberg szacuje, że w 2016 roku wydawcy nie będzie się już opłacało wydawać np. tygodników opinii o nakładzie 50 tys. a dzienników w nakładzie 100 tys. Poczytne blogi w Polsce mogą pochwalić się już obecnie podobnymi statystykami. Czyli lepiej inwestować w bloga niż wydawanie papierowej gazety?

PM – Szacunki tego typu to mimo wszystko pisanie palcem po wodzie. Ty możesz napisać o nakładzie 60 tysięcy, ja o nakładzie 35 tysięcy i te trzy proroctwa mają podobnie niewielką wartość. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, co będzie za pięć lat.

Uogólnienia tego typu są interesujące i medialne, ale mają jedną wadę – olbrzymie niedopowiedzenia. W tym wypadku mowa o wydawaniu tygodników opinii w postaci takiej, jaką znamy dziś. Sęk w tym, że przez pięć lat te same tytuły mogą przejść gigantyczną metamorfozę. O „Wprost” już wspominałem, ale przypomnij sobie „Politykę” formatu A3, drukowaną na papierze gazetowym. Wszelkie prognozy dotyczące tej konkretnej wersji pisma, po zmianie formatu, wprowadzeniu koloru etc. automatycznie stawały się nieaktualne.

Pomyślmy przez chwilę o scenariuszu pogodzenia się z mniejszym nakładem, ale przy zwiększeniu ceny i przekształceniu tytułu w towar z wyższej półki. Nie każdy będzie mógł sobie na taki zakup pozwolić, ale kupujący dostaną masę dobrej i unikalnej treści plus trochę „punktów do lansu”. Przy takich założeniach 50 tysięcy nakładu będzie mogło wystarczać w zupełności i wydawanie takiego pisma będzie opłacalne.

Pytasz czy bardziej opłaca się inwestować w papier, czy w blogi. Odpowiem tak: nie mieszajmy myślowo dwóch systemów walutowych, nie bądźmy Peweksami. Inwestycja w pismo papierowe to miliony do wydania i miesiące do przepracowania. Uruchomienie blogu pod własną domeną to koszt około 300 złotych rocznie i parę godzin pracy.

Nie mitologizowałbym także popularności blogów. Przypomnij sobie „testy” z 15 grudnia 2009, gdy na sześciu blogach – w tym Twoim – pojawiła się informacja o wprowadzaniu odpłatności. Pomijając już bardzo kiepską metodologię samego badania, to jeden wniosek dało się wyprowadzić we wszystkich przypadkach – ładnie wyglądające statystyki oglądalności są przede wszystkim pochodną darmowości badanych blogów.

AK74 – No to może prasę drukowaną uratują e-czytniki i tablety? Przecież mamy tyle wspaniałych gadżetów wraz z iPadem na czele? Dlaczego nie przestawić się już obecnie na tworzenie treści tylko na tablety i liczyć, że wraz ze spadkiem ich ceny zwiększać się będzie ilość takich czytelników?

PM – Tablety i e-czytniki, choć zewnętrznie podobne, mają jednak różną konstrukcję i różne zastosowanie. Tablet jest multimedialnym urządzeniem do rozrywki, przy okazji mogącym wyświetlać publikacje elektroniczne. Ma podświetlany ekran LED/OLED/AMOLED, który pozwala na czytanie w ciemnościach, jest jednak bezużyteczny w pełnym słońcu. E-czytnik jest wyspecjalizowanym narzędziem do czytania publikacji elektronicznych. Pasywny ekran nie przydaje się w ciemnościach, za to pozwala na czytanie w pełnym słońcu, tak jak papier. Warto o tym pamiętać, bo wielu piszących nie odróżnia tych urządzeń, a i sami producenci rozpoczęli ostatnio produkcję „kolorowych e-czytników”, które okazują się być tabletami, choć ubogimi w funkcje.

Chwilowo starcie e-czytnik vs tablet wydają się wygrywać tablety, zwłaszcza jeśli chodzi o liczbę peanów, konferencji i publikacji im poświęconych. Jeśli jednak odsunąć na bok efekt ciężkiej pracy działów marketingu, entuzjastyczne teksty pisane pod wpływem chwili czy … [more]
prasa  media  piotr-mikolajski  ak74  Apple  Biznes  Facebook  Gadżety  Internet  Mobile  Nauki_Społeczne  Nowe_Technologie  Raporty_i_Analizy  Web_2.0  Wywiady  e-commerce  cyfrowe_gazety  czytniki_książek  e-booki  e-papier  galaxy  iPad  samsung_omnia  tablety 
january 2011 by Mekk
Media kłamią
Przestawiłeś budzik żony? Posoliłeś herbatę szefa? Nazywasz to żartem? Pfff… Ja wystawiłem dyrekcję Nokii:).

Marcin Kosedowski, foto: San Diego Shooter (CC)

Pierwszego kwietnia to dobry dzień na zrobienie żartu. Jeśli masz znajomych odpowiedzialnych za jakieś podrzędne stronki typu Onet, Magazyn Internet albo pcworld.pl, daje to całkiem duże możliwości.

W skrócie: moja historyjka o wrocławskich naukowcach, którzy wynaleźli telefon zasilany energią fal radiowych z nadajników GSM trafia do paru serwisów (m.in. tu, tu, tu, tu i tu).

Jest całkowicie niewiarygodna, ale to nieważne. Spora część internautów zamiast chodzić na fizykę wolała palić fajki za rogiem. Ci, którzy na nią trafili rozmyślali o wyglądających najbardziej naturalnie sposobach zrzucenia fizyka ze schodów.

Możesz więc napisać dowolne bzdury, jeśli tylko wykorzystasz trudne frazy typu pole elektromagnetyczne albo morderczy dwutlenek węgla. Ekolodzy robią to od lat.

Wychodzi nieźle, ale popełniam błąd, który psuje cały efekt.

Jak wiadomo, wszystkie informacje prasowe bez zdjęcia są automatycznie przekierowywane do /dev/kosmos. Zgarniam więc losowe przedmioty leżące na biurku, sklejam je taśmą i robię zdjęcie aparatem z komórki.

Uznaję, że elektronika ze świetlówki, czytnik kart i jakieś kable sklejone taśmą izolacyjną wyglądają jak nic. Nadadzą się. Nie przejmuję się tym, że kable mogłyby służyć do zasilania małego miasta, a nie delikatnej elektroniki.

I tu zaskoczenie. Internauci skrzętnie odnotowują, że kable są za grube, a elektronika pochodzi ze świetlówki. Nie zapominają przy tym napisać, że to wina rządu, Polacy kradną, a tak w ogóle, to to samo mieli w swoim Samsungu cztery lata temu. Teraz już wiem, dlaczego Samsungi nie łapią zasięgu – zużywają go całego do ładowania baterii!

Przy okazji, gratuluję facetowi, który dopatrzył się na zdjęciu czytnika kart! Następnym razem postaram się bardziej.

News zostaje skopiowany w kilka miejsc. Niestety - jestem poza zasięgiem sieci i nie mogę trochę nakierować społeczności do zwrócenia uwagi na wynalazek na Wykopie, Facebooku itd.

Na szczęście lekki szum, który tworzy się wokół newsa okazuje się wystarczający do tego, żeby jeden z dyrektorów Nokii poprosił o kontakt do naukowców, a kierownik z Siemensa stwierdził, że na pewno coś pomieszałem, a dziennikarze nie mają pojęcia o czym piszą. W sumie to miał rację.

Swoją drogą to ciekawe, że czytelnicy Onetu od razu zauważają żart, a osoby od kilkunastu lat pracujące na stanowiskach kierowniczych - jak uważa LinkedIn wierzą we wszystko co czytają… Może tak bardzo liczą na cud, który pozwoli zrobić fajne wykresy w Excelu, że nie myślą o dacie publikacji newsów?

Teraz poważnie. Przeczytaj tytuł jeszcze raz.

My potraktowaliśmy akcję jako zabawę. Niekomercyjną i w gruncie rzeczy nieszkodliwą. Jestem jednak zaskoczony jak łatwo poszło opublikowanie newsa w tych wszystkich serwisach.

Bo co stoi na przeszkodzie, żeby kilka osób z portali o dużym zasięgu podało w ten sposób dowolną informację? Na przykład o ataku wirusa śmiertelnej choroby na świat.

Myślisz, że wpłynięcie na dosłownie kilku redaktorów jest takie trudne? Ja jestem już przekonany, że nie.

skomentuj
media  @share  internet  gsm  telefony  żart  manipulacja  felietony  prasa  prima_aprilis  nokia  serwisy  web2.0  from google
april 2010 by Mekk
Dotrzeć do źródła
Szum informacyjny jest coraz większy. W "mętnej wodzie lepiej się łowi ryby", ale jeśli ktoś wierzy w "budowanie społeczeństwa obywatelskiego" i znajduje w sobie siłę, by aktywnie się w taki proces budowy zaangażować, to - jak uważam - powinien w swoich komentarzach kierować się zasadą docierania do źródeł informacji. To nie jest tylko problem etyczny (docieranie do źródeł informacji, a także zwracanie uwagi na to, co ma do powiedzenia "druga strona", jest elementem deontologii dziennikarskiej nie od dziś). To również problem "samoobrony intelektualnej" i świadomego wspierania mechanizmów demokratycznych. Jak przekonać ludzi, że docieranie do źródeł informacji jest modne? Jeśli nie będą docierali do źródeł informacji, to łatwo da się nimi sterować, a wielu osobom odpowiada sytuacja, w której nie ponoszą odpowiedzialności za swoje życie.

czytaj dalej
reklama_i_marketing  konkurencja  media  @share  przechowywanie_danych  felietony  dobre_praktyki  prasa  dostępność  bip  społeczeństwo  linki  from google
august 2009 by Mekk

related tags

@share  acta  agencja-bezpieczeństwa-wewnętrznego  ak74  apple  bip  biznes  blog  blogi  cenzura  ciekawostki  cieśla-wojciech  content  cyfrowe_gazety  czytniki_książek  discovery  dobre_praktyki  dostępność  e-booki  e-commerce  e-papier  e-press  e-wydania  facebook  felietony  fidesz  gadżety  galaxy  gazeta-wyborcza  gazeta  gazety  gsm  głapiński-adam  humor  internet  ipad  iphone  kominek  konfuzja  konkurencja  kopiowanie  krytyka  lang-en  lang-pl  legislacja  lewica.pl  linki  manipulacja  mcd  media  mediafun  mobile  muszyński-mariusz  nauki_społeczne  nazizm  news  ngo  nokia  notka  nowe_technologie  online  opresja  orban-viktor  państwo  piotr-mikolajski  pl  polish  politics  polityka  polska  prawo-i-sprawiedliwość  prawo  prawo_autorskie  presspublica  prima_aprilis  przechowywanie_danych  przestępczość  raporty_i_analizy  reklama-wideo  reklama_i_marketing  reporterzy-bez-granic  rosyjskie  samsung_omnia  serwisy  społeczeństwo  tablety  telefony  tvn  tłumaczenie  umowy  vagla  wacowski-piotr  web2.0  web_2.0  wolne-media  wolność-słowa  wolność_słowa  wpolityce.pl  wydawcy  wymiar_sprawiedliwości  wywiady  węgry  własność_intelektualna  żart 

Copy this bookmark:



description:


tags: